Menu

JAKUB PRZYBYSZ
Wyróżnienie w IV Edycji Wojewódzkiego Konkursu „Zawód reporter”
Organizowany przez Powiatowy Młodzieżowy Dom Kultury w Lubartowie
Pod patronatem Lubelskiego Kuratora Oświaty i Gazety Wyborczej – kategoria szkoły ponadgimnazjalne – reportaż literacki

 

ODNALEŹĆ SIEBIE

  Jak dobrze, że to już sobota. W końcu można trochę odpocząć.Zmagania z poranną mobilizacją do sprzątania domu przeszły do historii.Całe szczęście bezboleśnie... To niewiarygodne, jak takie pospolite ruszenia mogą zmęczyć człowieka! Ryk odkurzacza cichnie. Powoli wietrzeje ostry zapach płynu do mycia szyb… I kiedy ostatecznie wyklaruje się lista, kto po kim zajmuje komputer, następuje ogólnoustrojowe rozleniwienie całego domu. Nawet zupa pieczarkowa bulgocze usypiająco. Za chwilę będzie gotowa. Jeszcze tylko… pietruszka. Tak, wiem, mogłem przynieść ją wcześniej… dobra, idę! Szybki truchcik w gumowych klapkach i koszulce z krótkim rękawem wyrywa z zasępienia na długi czas. A jak pobudza! Zwłaszcza, że październikowesłońce tak zabawnie otula pokryte gęsią skórką przedramiona. Zadowolony wracałem z pęczkiem świeżo zerwanej natki. Właśnie napinałem mięśnie, żeby w trzech susach pokonać schody i znaleźć się w ciepłym domu, kiedy usłyszałem: ...

Czytaj więcej: Odnaleźć siebie

KATARZYNA GRZECZYŃSKA
"Kocie anioły"
Konkurs "Liczy się temat" - tematyka społeczna

"Z miłości do zwierząt rodzi się zrozumienie dla ich cierpień"

Czytaj więcej: Kocie anioły

JAKUB PRZYBYSZ
Wyróżnienie w V Edycji Wojewódzkiego Konkursu „Zawód Reporter” organizowanego przez Powiatowy Młodzieżowy Dom Kultury w Lubartowie pod patronatem Lubelskiego Kuratora Oświaty i Gazety Wyborczej - kategoria szkoły ponadgimnazjalne - reportaż literacki.

 HISTORIA PANI SOMMER

     W czasach, kiedy nie rosły jeszcze drzewa, na które wdrapywałem się w dzieciństwie, urodził się w Łukowie chłopiec. I wcale nie był niezwykły, przeciwnie - był zwyczajny.Dano mu na imię Stasio - jak wielu chłopcom  urodzonym w ’28 roku. Kiedy był głodny - płakał, jak każdy maluch. Gdy podrósł - razem z innymi Stasiami biegał za piłką. Czasem też z upodobaniem wykradał cukier z kredensu i zlizywał go z obślinionego palca. Krótko mówiąc - był jak każdy. I jak każdy chłopiec, w chwilach znudzenia brał do ręki kij. Ot, kijek. Patyk. I… Po cichutku, na paluszkach… Szast! - patykiem w piasek! Klap! Piasek bryzgał, wystraszony kot bryzgał, Stasio się cieszył. Dumny z siebie gładził piasek i rysował, rysował…

Czytaj więcej: Historia Pani Sommer

MARTA PIWOŃSKA
III NAGRODA  w IV EDYCJI WOJEWÓDZKIEGO KONKURSU „ZAWÓD REPORTER”
organizowanego przez Powiatowy Młodzieżowy Dom Kultury w Lubartowie
pod patronatem Lubelskiego Kuratora Oświaty i Gazety Wyborczej
w kategorii szkół ponadgimnazjalnych - reportaż literacki

CHICHOT LOSU*

    Wśród obcych szybko przemyka w zacieniony kąt niczym drapieżny, czarny kot. Jest świadoma tego, że tak jak ten niezbadany zwierz wywołuje u większości ludzi strach i zakłopotanie. Takie dzikie kocury włóczą się po „swoich” niezgłębionych przez nikogo innego ścieżkach między zaroślami, utkanymi z ociekających deszczem gałęzi, spadających z drzew zgniłych liści i kłócących się chwastów. Aby przeżyć, muszą zwinnie poruszać się w środowisku pełnym wrogów. Nigdy nie wiadomo, czy za kotem walczącym o przetrwanie nie czai się inny niszczyciel, czekający, aby go zranić.

    Nieoswojony kot zna swoje zagrożenia, ale pomimo to przychodzi czasami pod nagrzane słońcem drewniane schody dobrych ludzi. Przemknąwszy  pod budą śpiącego psa, czeka, aż ktoś zobaczy w nim mruczącego, puszystego kotka, który kryje się pod potarganą sierścią i kulawą nogą. Uśmiechając się do niego zawoła „kici-kici”, pogłaszcze go i da miskę mleka. Ona tak samo- zbliżając się do ludzi, wypatruje kogoś, kto zauważy w niej zwykłego homo sapiens. Cóż, miliony ludzi cierpi jednak na ślepotę.

Czytaj więcej: Chichot losu

EMILIA BRZOZOWSKA
„Historia pewnej siłaczki”

 

  Promienie słońca,  dźwięk silnika rozpędzonej maszyny,  włosy plątane przez porywczy wiatr... Jak każde widowisko, to także ma swoich gapiów. Mijając wiejską szosą nietypowe zjawisko, silą się na obojętność w wyrazie twarzy, tak bardzo nieudolnie próbują oderwać wzrok od rozgrzanego do czerwoności, kipiącego złością, pędzącego przez rozczochrane rowy i miedze…  traktora. Traktor, jak traktor- w okresie żniw rzecz normalna. Ale widok ujeżdżającej go, drobnej dziewczyny? To właśnie tak bardzo przyciąga ludzkie spojrzenia.

Czytaj więcej: Historia pewnej siłaczki

Strona 1 z 2

Początek strony